WSPOMNIEŃ CZAR czyli... jak to kiedyś byliśmy potęgą.

Dyskusje o wszystkim co dotyczy hokejowego Zagłębia Sosnowiec
http://hokej.zaglebie.sosnowiec.pl

Moderatorzy: flex, Smazu, krzysiu, swiezy52, kierat, BrzydaL

WSPOMNIEŃ CZAR czyli... jak to kiedyś byliśmy potęgą.

Postprzez Adam1906 2017-09-10, 6:53 am

Z uwagi na brak podobnego wątku w temacie hokejowego Zagłębia Sosnowiec zakładam niniejszy w celu powspominania przez starszych kibiców o minionych złotych czasach Zagłębia, aby młodsi koledzy dowiedzieli się, że kiedy Nasze Zagłębie Sosnowiec było w hokeju potęgą.

Na początek wywiad z jedną z Naszych sław - Henrykiem Pytlem:


Henryk Pytel o "kosmicznym" Zagłębiu Sosnowiec. "Górale byli w szoku" [ROZMOWA]

Obrazek
Lata 70. Zgrupowanie reprezentacji Polski. Hokeiści Zagłębia stanowili wtedy o jej sile. Od lewej: Kordian Jajszczok, Leszek Tokarz, Eugeniusz Walczak, Marian Kajzerek, Wiesław Jobczyk, Andrzej Zabawa, Henryk Pytel, Wiesław Tokarz, Marek Marcińczak, Jan Piecko, Andrzej... (Archiwum Wiesława Tokarza)

- Zdzisław Grudzień, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, obiecywał nam przed turniejem po maluchu. Po zakończeniu mistrzostw dostaliśmy po zegarku... - wspomina Henryk Pytel, przed laty znakomity napastnik Zagłębia Sosnowiec i reprezentacji Polski.

W niedzielę startuje nowy sezon na polskich lodowiskach, a to naszym zdaniem dobra okazja, żeby przypomnieć sylwetkę jednego z najlepszych zawodników w historii polskiego hokeja.

– Wychowałem się na ulicy Sportowej w Sosnowcu. Z okien widziałem stadion Stali. Obok korty, a jeszcze trochę dalej – tak po skosie – lodowisko. Hokejowe mecze często odbywały się po zmroku. Trudno było dostrzec krążek, ale już światełko nad bramką – sygnalizujące zdobycie gola – tak. Sport mnie bardzo mocno kręcił, ale na początku trudno było mi się zdecydować na jedną dyscyplinę. Uprawiałem więc piłkę, hokej, tenis, a z czasem jeszcze piłkę ręczną. Miałem po trzy treningi dziennie – wspomina 62-letni Pytel, który zdobył z Zagłębiem trzy tytuły mistrza kraju, a Polskę reprezentował na igrzyskach w Insbrucku (1976), Lake Placid (1980) i Sarajewie (1984).

Wojciech Todur: Co przesądziło o tym, że jednak postawił pan na hokej?
Henryk Pytel: – W tamtych czasach hokeiści z Sosnowca to była tylko trzecia liga. Koledzy – Mirek Nowak czy Grzegorz Szlenk – ciągnęli jednak na lód. Długo nie wiedziałem, na co postawić. Przesądziło chyba powołanie do reprezentacji Polski. Trener Skórski powiedział wtedy, że muszę decydować. Piłka nożna czy hokej? Dla młodego organizmu ciągnięcie dwóch srok za ogon to było jednak za duże obciążenie.

W hokeju znaczyłem już wówczas więcej niż na boisku. Zadecydował przypadek. Mecz z Naprzodem Janów. Z powodu kontuzji ze składu wypadł Andrzej Strzelecki. Wskoczyłem na lód i już nie oddałem miejsca w drużynie. Na początku trenowaliśmy na otwartym lodowisku. Z czasem powstał Stadion Zimowy [w roku 1968 – przyp. red.]. To był przełom, który sprawił, że narodziło się wielkie Zagłębie Sosnowiec.

Mistrzowską drużynę zaczął budować trener Mieczysław Chmura z Nowego Targu.
– To nie było łatwe, bo też w latach 70. Zagłębie nie było żadnym magnesem dla czołowych hokeistów w Polsce. Byłem jedynym reprezentantem Polski z Sosnowca, a przez to i takim ambasadorem Zagłębia. Namawiałem więc kolegów z kadry na przeprowadzkę do Sosnowca, który wówczas nie miał jeszcze dobrej opinii. Pierwszy na przeprowadzkę zdecydował się bodaj Andrzej Nowak. Za nim poszli kolejni. Marek Marcińczak, Stasiu Klocek, Leszek i Wiesiek Tokarz. Zaczęła się tworzyć silna drużyna. Trener Chmura, ale przede wszystkim nasz prezes Jan Rodzoń mieli wielki wkład w budowę zespołu, który na początku lat 80. zdominował polski hokej.

Z trenerem Chmurą nie udało nam się jeszcze zdobyć mistrzostwa Polski. To jeszcze nie był zespół na złoty medal. Trochę na nasze własne życzenie. Mieliśmy wtedy dużo indywidualności, ale nie było zgranej drużyny. Dopiero gdy odrzuciliśmy na bok niepotrzebne emocje i zaczęliśmy grać do jednego worka, to przyszły wyniki.

Do pierwszego tytułu poprowadził nas trener Josef Ivan z Czechosłowacji. To był trochę dziwak, ale udało mu się stworzyć na lodzie kolektyw. Ivan zdobył złoto i odszedł. Potem nastała era Karela Macha, który poprowadził Zagłębie to kolejnych czterech tytułów. Czech z Pardubic nie przeszkadzał nam w grze. Miał swoje pomysły, taktykę, ale na lodzie zostawiał nam dużo swobody.

To był fantastyczny zespół. 3/4 reprezentacji Polski opierało się wtedy na graczach Zagłębia. W pierwszym ataku ja z Klockiem, w drugim Tokarzowie, w trzecim Andrzej Zabawa, Wiesiek Jobczyk i Krzysiek Ślusarczyk. Było kim grać i z kogo wybierać.

Obrazek
Andrzej Zabawa, legenda sosnowieckiego hokeja Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

Pierwsze mistrzostwo Polski zdobyliście w 1980 roku w Nowym Targu.
– Dla górali to był szok. Musieliśmy uciekać z lodowiska przez kładkę na Dunajcu. Wpadliśmy do autokaru i w długą. Fajny czas. Fajne wspomnienia.

Zagłębie to nie był zespół oparty na zawodnikach z Sosnowca.
– Mówili na nas „kosmos”, że niby taka zbieranina gwiazd. Był taki czas, że byłem jedynym sosnowiczaninem w składzie. Z czasem dołączyli młodzi, wychowankowie klubu. Bracia Krzysiek i Jarek Morawieccy, Marek Cholewa, Krzysiek Podsiadło.

Nie ma pan w kolekcji pięciu tytułów, gdyż w 1983 roku wyjechał pan za granicę.
– Dostałem wtedy zgodę na przeprowadzkę do niemieckiego Landshut. W pierwszym sezonie strzeliłem aż 52 bramki. Niemcy nie bardzo mogli się z tym pogodzić, więc dopisali jakieś punkty Helmutowi Steigerowi i koniec końców to on został najlepszym napastnikiem tamtego sezonu. Wyjazd na zachód w tamtym czasie nie był łatwą sprawą. Długo wycierałem klamki w gabinetach Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu. Było jednak warto.

Kariera hokeisty otwierała mi drogę do świata i możliwości, które dla większości były nieosiągalne. Mój ojciec, hutnik, na pewno nigdy nie zarabiał tyle, ile ja na lodzie. Był jednak dumny z syna, który reprezentował Sosnowiec i Polskę. Sympatię odczuwałem również ze strony kibiców. Zdarzało się, że na ulicy podchodzili do mnie obcy ludzie i dziękowali za grę.

A gdzie w tamtym czasie bawili się hokeiści Zagłębia?
– Życie nie polega tylko na sporcie, więc rzecz jasna był i czas na zabawę. Staraliśmy się jednak za bardzo nie szumieć na mieście, więc najczęściej bawiliśmy się na domówkach. Nie chciałem, żeby ktoś mnie zobaczył w takim stanie na ulicy.

Uchodził pan za człowieka o końskim zdrowiu. Koledzy z drużyny wspominają, że treningu zawsze było panu mało.
– Byłem po prostu mocno wytrenowany. Tak jak mówiłem, od najmłodszy lat sprawdzałem się w różnych dyscyplinach sportu, od samego rana do późnego wieczora. Pamiętam, że treningi juniorów zaczynały się o godzinie 20. Wracałem potem do domu przez park Sielecki już po nocy.

Lubiłem też ten tenis ziemny. Zaczęło się od tego, że podawałem na korcie w Sosnowcu piłki wielkiemu Władysławowi Skoneckiemu [mistrz i reprezentant Polski – przyp. red.]. Ten w podzięce dał poodbijać piłkę i tak się zaczęło. W tenisa grałem jeszcze w turniejach, gdy byłem już hokeistą Zagłębia.

Hokej to również kontuzje. Jakie przykre sytuacje z lodu wspomina pan do dziś?
– Zaczynałem w czasach, gdy bramkarze nie grali jeszcze w maskach. Mieli natomiast takie osłony ze sztucznego tworzywa, które mocowali do twarzy. Kontuzje były wtedy na porządku dziennym. Pierwsze zęby straciłem jeszcze w juniorach. Tego się nie zapomina. Dostałem kijem na lodzie w Cieszynie. Kolejne zęby poleciały już szybko...

Kontuzje są częścią tego sportu, ale gorzej, gdy zawodnik atakuje rywala z intencją, żeby zrobić mu krzywdę. Taka sytuacja przytrafiła mi się w czasie gry w Landshut. Zaatakował mnie wtedy zawodnik z Czech. Też wybił mi zęby. Moi koledzy wzięli potem na nim rewanż. Załatwili go na rozjedzie przed kolejnym spotkaniem. Po tamtym zdarzeniu w Niemczech zaczął obowiązywać przepis, że w czasie rozjazdu na lodzie muszą przebywać sędziowie. Przykrych kontuzji widziałem wiele. Do dziś mam przed oczami obraz, gdy „strzela” kolano Leszka Tokarza podczas turnieju w Davos...

Obrazek
Leszek (z lewej) i Wiesław Tokarzowie Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Po latach co pan wspomina milej? Sukcesy Zagłębia, a może udział w trzech igrzyskach olimpijskich?
– Każdy okres miał dobre i gorsze strony. Wyjazdy na mistrzostwa świata i igrzyska to również były niesamowite przeżycia. Do historii na pewno przeszedł turniej w Katowicach w 1976 roku i nasza sensacyjna wygrana z ZSRR (6:4). Niestety po porażce z RFN (1:2) spadliśmy z grupy A. Straciliśmy wtedy bramkę na 21 sekund przed końcem... Może gdyby na lodzie był wtedy inny obrońca, to wziąłby ten krążek na ciało. Pamiętam, że Zdzisław Grudzień, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, obiecywał nam przed tym turniejem po maluchu, a po zakończeniu mistrzostw dostaliśmy po zegarku.

Ostał się w pana szafie jaki olimpijski garnitur?
– Długo miałem garnitur z Insbrucka. Fajny był, taki wełniany. Bardzo długo mi służył. Kolejne były już bardziej klasyczne. Wszystkie znosiłem.

Dobre czasy dla sosnowieckiego hokeja jeszcze wrócą?
– Szkoda, że tak łatwo zmarnowano dorobek lat 80. To „Solidarność” zniszczyła Zagłębie. Przyszły nowe władze i stwierdziły, że sport to komunistyczny wymysł. Zapanowała totalna głupota, za którą płacimy do dziś. Sosnowiec z miasta, które było w Polsce sportową potęgą, stał się niewiele znaczącym zaściankiem, który wciąż wzdycha za tym, co było.

Obrazek
Drużyna Zagłębia Sosnowiec. Na pierwszym planie Artur Ślusarczyk Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

O powrót do złotych czasów będzie więc trudno. Także dlatego, że kuleje szkolenie młodzieży. Nieliczni, którzy dotrwają do wieku seniora, nie mają się od kogo uczyć, na kim wzorować. Najlepszych bowiem rozkradają nam inne, bogatsze kluby. To, co się dzieje teraz, to droga donikąd.

Pana syn niestety nie poszedł w ślady ojca.
– No nie poszedł. W hokeju nie ma miejsca na półśrodki, a on nie chciał wylewać siódmych potów na lodzie. Wybrał swoją drogę.

http://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/ ... -byli.html
POZDRAWIAM TYCH DLA KTÓRYCH DRUGIM DOMEM JEST LUDOWY
Avatar użytkownika
Adam1906
 
Posty: 4783
Dołączył(a): 2009-11-13, 8:04 am
Lokalizacja: Dębowa Góra


Re: WSPOMNIEŃ CZAR czyli... jak to kiedyś byliśmy potęgą.

Postprzez Blajpios 2017-09-16, 5:05 pm

Dzięki, świetny pomysł! Aż, kurcze, jestem na siebie trochę zły, bo prócz tego wywiadu gdzieś trafiłem na inny, wcześniejszy ale nie tak bardzo, niestety "żywcem" nie pamiętam ani z kim była rozmowa ani gdzie umieszczona a byłoby jak znalazł. Niech będzie więc na początek Henryk Pytel, na pewno jeden z bohaterów sosnowieckiego hokeja... Piękna kariera, piękna gra dla Sosnowca, dla Zagłębia - gratulacje i podziękowania.
Blajpios
 
Posty: 3043
Dołączył(a): 2004-07-08, 9:54 pm

Re: WSPOMNIEŃ CZAR czyli... jak to kiedyś byliśmy potęgą.

Postprzez Adam1906 2020-09-21, 10:57 am

GKS Tychy gasił światło, a Zagłębie Sosnowiec świętowało złoto. Klub ze Stadionu Zimowego doczekał się wystawy

Obrazek
Hokeiści Unii Sosnowiec. Rok 1935 (Skan z albumu poświęconego wystawie o historii hokeja w Sosnowcu)

- Jakby ktoś mi powiedział, że Zagłębie będzie czekać na kolejny medal już 30 lat, to w 1990 roku zaśmiałbym mu się w twarz. Tak się jednak stało. Dla mnie to upokarzające - mówi Adam Bernat, jedyny hokeista, który ma w kolekcji wszystkie medale sosnowieckiego klubu.


W Zamku Sieleckim w Sosnowcu można przenieść się w czasie. To podróż w lata, gdy sosnowiecki hokej raczkował, rozwijał się, by w końcu spełnić swój sen o potędze.

Po wystawie oprowadził nas Krzysztof Wojtanowski, kolekcjoner dla którego hokejowe Zagłębie to niemal religia oraz Adam Bernat, jedyny hokeista, który był na lodzie, gdy klub ze Stadionu Zimowego zdobywał swoje wszystkie medale (10) mistrzostw Polski.

– Kawał historii. Gdy patrzyłem na niektóre pamiątki, to aż łza się w oku zakręciła – mówił Bernat, który wychował się w Opolu, a do Zagłębia dołączył w 1977 roku.

– Powoli rodził się wielki zespół. Przyszli Leszek i Wiesiek Tokarzowie, Marek Marcińczak, Tadek Radwan, Jan Madeksza, Kordian Jajszczok. Potem kolejni. Stasiu Klocek, Wiesiek Jobczyk, Andrzej Zabawa, Krzysiek Ślusarczyk. Nazwiska można mnożyć niemal bez końca. Wielu liczyło, że z marszu wywalczymy złoto. My akurat wiedzieliśmy, że to takie proste nie będzie. Pracowaliśmy na pierwsze mistrzostwo Polski dwa lata – opowiada.

Z tamtego czasu zachowały się zdjęcia, puchary, medale. Akurat nie od Bernata, który przyznaje, że nigdy nie miał duszy kolekcjonera. – Pierwszy złoty medal zapodział mi się w drodze z lodowiska do domu – żartuje. – Nie mam chyba żadnego krążka, który wywalczyłem dla Zagłębia – dodaje.

Wojtanowski na szczęście trafił na osoby, które użyczyły mu hokejowych pamiątek. – Najwięcej pochodziło z mojej prywatnej kolekcji. Wielkim wsparciem okazała się też dla mnie Małgorzata Nowak, wdowa po Andrzeju Nowaku, pochodzącym z Czarnego Dunajca obrońcy Zagłębia. Dużo zdjęć pochodzi z kolekcji Krzysztofa Morawieckiego oraz Kordiana Jajszczoka – mówi.

Rolba z silnikiem od „Warszawy”

Ta historia zaczyna się w latach 30. minionego wieku, gdy w Sosnowcu uganiają się za krążkiem pod szyldem Policyjnego Klubu Sportowego. 27 listopada 1933 do życia zostaje powołana hokejowa sekcja Unii Sosnowiec. Na jej czele staje Stanisław Iskra, komendant miejscowej straży pożarnej. Na wystawie można zobaczyć zdjęcia i dokumenty świadczące o tamtych wydarzeniach. Pisane rzecz jasna przez kalkę, więc w dwóch egzemplarzach. Na wyobraźnię działają czarnobiałe zdjęcia i wycinki prasowe. Warto zatrzymać się przy historii Janusza Zawadzkiego – pierwszego hokeisty z Sosnowca, który reprezentował Polskę podczas Igrzysk w Cortina d’Ampezzo w 1956 roku.

Przez wiele lat problemem był rzecz jasna brak lodu. Zachowały się wspomnienia Franciszka Strzeleckiego, który opowiadał o lodowisku przy ulicy Gołębiej. Zawodników można było spotkań przede wszystkim na Pogoni – m.in. rogu ulic Moniuszki i Mireckiego, gdzie w lodowisko zamieniały się zimą korty.

Dzięki wystawie można się również dowiedzieć, jak w Sosnowcu doszło do budowy sztucznego lodowiska. Stadion Zimowy był początkowo „Torsosem”. Po zadaszeniu obiektu 1969 roku – był to trzeci taki obiekt w Polsce, po Łodzi i Warszawie.

Na otwarcie lodowiska Zagłębie zagrało z KTH Krynica [przegrało 3:6 – przyp.red.]. Wcześniej wystąpiła para łyżwiarzy figurowych Janina Poremska – Piotr Sczypa. Pierwsi w historii polscy olimpijczycy w łyżwiarstwie figurowym. Reprezentowali nasz kraj podczas Igrzysk w Grenoble w roku 1968.

Wojtanowski przypomina, że z okazji otwarcia do Sosnowca specjalnie przywieziono rolbę z Austrii. Miała zostać na stałe, ale już po dwóch meczach została oddana.

Z brakiem rolb zmagał się wtedy cały Polski hokej. Bernat przypomina, że problem rozwiązał pochodzący z Opola Ernest Żołędziowski. – Kupił licencję na produkcję rolb od włoskiej firmy. Projekt został rzecz jasny dostosowany do polskich realiów. Silnik polskiej rolby pochodził z samochodu Warszawa. Grunt jednak, że wszystko działało. W naszym regionie rolby wytwarzano na pewno w Janowie – opowiada.

Koszulki pod sufitem

Wspomniany rok 1980 rozpoczął złotą serię Zagłębia, która skończyła się na pięciu tytułach. Pierwszego złota nie doczekał trener i twórca złotej drużyny Mieczysław Chmura. Zmarł w wieku 46 lat na dwadzieścia dni przed zdobyciem trofeum. – Złoto wywalczyliśmy na lodzie w Tychach. Miejscowi zgasili szybko światło, żebyśmy nie mogli świętować. Z tego co pamiętam, to z pięciu złotych medali aż cztery wywalczyliśmy na obcych lodowiskach.

Można powiedzieć, że każde złoto jeszcze bardziej nas nakręcało. Myślę, że mogliśmy więcej osiągnąć w europejskich rozgrywkach. Wiadomo jednak, jakie to były czasy. Stan Wojenny. Inaczej mogło się to potoczyć – mówi Bernat.

Na wystawie brakuje jego koszulki, ale pod sufitem wisi trykot z napisem „Bernat” na plecach. Przekazał go Tobiasz, syn mistrza Polski, który pewnie nadal stanowiłby o sile Zagłębia, gdyby nie pechowa kontuzja kręgosłupa.

– Na wystawie można oglądać wiele koszulek, kijów, krążków, plakatów. Jest również sprzęt olimpijski Andrzeja Nowaka – wylicza Wojtanowski.

Brakuje nowego Jana Rodzonia

Można również przystanąć i posłuchać relacji radiowych oraz obejrzeć telewizyjne relacje z lat 80. Starsi kibice rozpoznają głosy Andrzeja Zydorowicza, Jerzego Góry, czy Janusza Tychy.

– Mnie najbardziej brakuje ludzi, którzy mieli hokej w sercach. Patrzę na ich twarze i przypominam sobie rozmowy do białego rana. Brakuje mi Jana Rodzonia, który wymyślił wielkie Zagłębie i zbudował je niemal od podstaw. Nie da się ukryć, że Zagłębie to była armia zaciężna. Przy nas jednak udało się wychować tak znakomitych graczy, jak Marek Cholewa, Krzysztof Podsiadło, Jarka i Krzyśka Morawieckich. Potem przyszło kolejne pokolenie Darek Płatek, Zbyszek Raszewski, Piotrek Sadłocha, Jacek Kurowski... Tu również można długo wymieniać nazwiska. Niestety wraz z upadkiem kopalni medalowa seria się skończyła. Myślę, że złote lata 80., trud setek ludzi został jednak zmarnowany. Jakby ktoś mi powiedział, że Zagłębie będzie czekać na kolejny medal już 30 lat, to bym mu się w 1990 roku zaśmiał w twarz. Tak się jednak stało. Dla mnie to jest upokarzające – zawiesza głos Bernat.

Wystawę, której kuratorem jest Anna Urgacz-Szczęsna można oglądać do końca listopada.

https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec ... zloto.html
POZDRAWIAM TYCH DLA KTÓRYCH DRUGIM DOMEM JEST LUDOWY
Avatar użytkownika
Adam1906
 
Posty: 4783
Dołączył(a): 2009-11-13, 8:04 am
Lokalizacja: Dębowa Góra

Re: WSPOMNIEŃ CZAR czyli... jak to kiedyś byliśmy potęgą.

Postprzez slawekchicago 2020-09-22, 10:11 am

I to jest moj cel . Mam nadzieje ze zdaze przybyc do Sosnowca przed zakonczeniem wystawy . Oj lezka pewnie poleci, ale czy sie uda widzac co sie dzieje w Europie ?
JAROSZEWSKI MUSI ODEJŚĆ
slawekchicago
 
Posty: 3157
Dołączył(a): 2004-05-10, 4:54 am
Lokalizacja: Newcastle


Powrót do Hokej

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników