Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Dyskusje o wszystkim co dotyczy piłkarskiego Zagłębia Sosnowiec
http://zaglebie.sosnowiec.pl

Moderatorzy: flex, turku, Landryn, Smazu, krzysiu, LucasUSA, swiezy52

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Lars 2017-10-28, 8:00 pm

August napisał(a):Akurat w przypadku Michalaka wielokrotnie pisano już , że jego ewentualna chęć pozostania w Sosnowcu wiązała się li tylko z awansem Zagłębia. Nie było awansu to i nie było tematu.


Nie chcialem tym wpisem porownywac wypozyczenia Michalaka do Nas a wypozyczenia do Płocka. Raczej miałem na myśli porownanie, na jakich zasadach Płock wypozyczył Michalaka, a na jakich klub współpracujacy z Legia, np. Sanogo.
Lars
 
Posty: 1372
Dołączył(a): 2003-01-15, 9:34 am


Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Tomcjo 2017-10-29, 7:59 am

Bo najgorsze warunki wypożyczania piłkarzy Legii ma współpracujàce podobno z Legià Zagłębie . Dzięki MJ
Tomcjo
 
Posty: 2524
Dołączył(a): 2005-07-30, 6:49 pm
Lokalizacja: AYR Scotland

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez wojtaszko 2017-10-29, 9:14 am

A no takich warunkach że w legii był jeszcze Magiera i to on doktorat warunki przy wypożyczeniu Sanogo więc spokojnie nie wezmą go bo i tak grac nie będzie. Stanek cwel ale ale!!!!!
wojtaszko
 
Posty: 72
Dołączył(a): 2009-07-11, 11:26 am

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Adam1906 2017-10-29, 9:26 am

wojtaszko napisał(a):A no takich warunkach że w legii był jeszcze Magiera i to on doktorat warunki przy wypożyczeniu Sanogo więc spokojnie

Więc spokojnie napisz jeszcze raz to zdanie, bo za chvja nie mogę go zrozumieć ;-)
POZDRAWIAM TYCH DLA KTÓRYCH DRUGIM DOMEM JEST LUDOWY
Avatar użytkownika
Adam1906
 
Posty: 2671
Dołączył(a): 2009-11-13, 8:04 am
Lokalizacja: Dębowa Góra

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-10-29, 10:04 am

Tomcjo napisał(a):Bo najgorsze warunki wypożyczania piłkarzy Legii ma współpracujàce podobno z Legià Zagłębie . Dzięki MJ

Wskazuje na to przykład Wieteski. Od kilku lat jest problem z pozyskaniem choćby jednego solidnego stopera. Wypożycza się hurtem z Legii grajków, z których większość nie nadaje się na ten poziom rozgrywkowy, my wykupujemy nie wiadomo po co część z nich (vide Budek czy Najemski) a w przypadku wspomnianego Wieteski, który na chwilę obecną gra w pierwszym składzie czołowego - póki co - zespołu w ekstraklasie Mamrot trenując Chrobrego wypowiadał się tak:
Tak więc fajnie, że nam go Legia zaproponowała. Mamy bardzo dobrego zawodnika, który w dodatku nie obciąża nas finansowo. Z tym Wieteską to się nam poszczęściło.
http://futbolfejs.pl/i-liga/mamrot-z-ty ... zczescilo/

No ale my w chwili obecnej mamy na stoperze same brylanciki: Jędrycha, Cichockiego i pozostającego w odwodzie Najemskiego. No i 19 bramek straconych w 15 meczach. Czyli nieco ponad jedną na mecz.
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-10-30, 11:18 am

Magiera jednym z kandydatów na trenera paprykarzy
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Tomcjo 2017-10-30, 5:22 pm

Ciekawe czy zostawi ich w pol sezonu jak Leśny przejmie klub i złoży mu propozycje . Przecież Zagłębiu i Leśnemu sie nie odmawia :lol:
Tomcjo
 
Posty: 2524
Dołączył(a): 2005-07-30, 6:49 pm
Lokalizacja: AYR Scotland

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Blajpios 2017-11-04, 2:51 pm

Naprawdę sympatycznie przed meczem z Ruchem (czy raczej dla nich, bo to na sportśląski było: przed meczem z Zagłębiem) wypowiadał się eks-piłkarz obu klubów, wychowanek Ruchu, pięknie przyznający się, że jest niebieski a z pokorą mówiący o słusznej kartce dla siebie, gdy wykosił jako zawodnik Ruchu B. Chwalibogowskiego - i ogólnie sympatycznie mówił i dużo o Zagłębiu. W gruncie rzeczy, tacy ludzie stwarzają nadzieję, że będą "święte potyczki na szczycie", z pełnym zaangażowaniem, ale jednak nienawiść wojenną i jej świętość zachowując na inne okazje, wobec prawdziwych wrogów polskości... Takie pojednanie by się chciało widzieć, bez kamuflowania,ostrości i prztyczków ale nie w duchu śmiertelnej wrogości, nienawiści: pojednanie śląsko-zagłębiowskie (ostrożnie z terminem śląsko-dąbrowskie, mam nadzieję nieopatrznie użytym przez J. MIodka, bo ufam, że nie chciał czynić tym świadomie podskórnego ześląszczania Zagłębia, jak może wprowadzać to wyrugowanie członu zagłębiowskiego, naturalnego partnera dla śląskiego i zastąpienie go określeniem dąbrowskim).
W każdym razie, Panie i Panowie, voilà:
Sławomir Jarczyk we własnej osobie!
notując wypowiedzi Sł. Jarczyka Ł. Michalski w "sporslaski napisał(a):Jarczyk: "Kierownikowi Zagłębia montowałem eRkę na tapecie latpopa"
Sławomir Jarczyk, wychowanek chorzowskiego Ruchu wspomina, że 13 lat temu meczem z Zagłębiem żył na kilka dni przed pierwszym gwizdkiem. Skończyło się czerwoną kartką jeszcze w pierwszej połowie. - Włączyła się typowa grzałka chama przecinaka. Zasłużona "czerwień" - śmieje się po latach. Później na kilka sezonów wylądował w Sosnowcu... i z sentymentem wraca do tych czasów.

Łukasz Michalski: Zagłębie Sosnowiec kontra Ruch Chorzów to wciąż "święta wojna" hanysów i goroli, czy jednak już starcie o mniejszym ciężarze gatunkowym niż kiedyś?
Sławomir Jarczyk: Wiadomo, że w każdym spotkaniu na boisku leżą trzy punkty, ale co by nie gadać, są starcia które mają dodatkowy smaczek. Jest jednak trochę racji w tym, że chyba kiedyś identyfikacja z regionem poszczególnych zawodników była większa. Nie chcę powiedzieć, ze dziś barwy dla piłkarza znaczą mniej, ale wtedy w poszczególnych zespołach więcej było ludzi wywodzących się z regionu. Dziś w obu szatniach w szatniach jest bardziej międzynarodowo, trzeba tłumaczyć o co chodzi w rywalizacji jednych z drugimi. My tymczasem bardzo tym żyliśmy. Gdy grałem w Ruchu, to zaraz po losowaniu terminarza sprawdzaliśmy kiedy derby, czy jakieś inne prestiżowe mecze.

Czasem żyliście tym chyba aż za bardzo. Pan w barwach Ruchu przeciwko Zagłębiu zagrał raz. Na Ludowym po 30 minutach musiał opuścić boisko za czerwoną kartkę...
Oj było... Tak byłem wychowany, derby to była dla mnie świętość. Ten mecz w głowie rozgrywałem już trzy dni wcześniej. Włączyła się typowa "grzałka" chama przecinaka. Dokładnie pamiętam tamtą sytuację. Środek boiska, faul na Bartku Chwalibogowskim, absolutnie niepotrzebny. Nie trzeba było gościa nawet dotykać, a ja potraktowałem zawodnika naprawdę ostro i cóż... dostałem zasłużoną "czerwień". Klasyczne zachowanie nieodpowiedzialnego gościa, który żyje derbami. Emocje wzięły górę, ale dziś... można się już z tego pośmiać. Swoją drogą jestem ciekawy, czy któryś z graczy jednych albo drugich też już teraz żyje tym meczem, czy tak go odbiera. Ale... Ruch z GKS-em pokazał, że wie o co chodzi. Poczuli też jak to jest wygrać tak ważny dla kibiców mecz, poczuć chwile chwały. Za mecz przy Bukowej kibice będą ich jeszcze długo kochać. Wygrana w Sosnowcu też byłaby cenna!

tutaj następuje zestawienie składów i zmian z meczu S. Jarczyka w barwac Ruchu (źródło: 90minut.pl) - nie skopiowane do niniejszego mojego wpisu na Forum - przyp. Blajpios.

Wracając do pana czasów w Ruchu i jego rywalizacji z Zagłębiem - dla Chorzowa tamte czasy też były bardzo ciężkie, a wy braki nadrabialiście charakterami.
Nawet bardzo ciężkie, ale po latach... myślę że tamten czas mocno mnie zahartował i ukształtował. Poza tym miałem to szczęście, że w kolejnych klubach problemy tej skali już mnie zupełnie nie dotykały, nie miałem ich. Nabrałem w Chorzowie grubej skóry, a później nic nie było mnie już w stanie zaskoczyć. Te trudne momenty przy Cichej wyrabiały charakter i z perspektywy czasu myślę, że dużo na tym zyskałem. Jasne, że były problemy finansowe, trzeba było się gimnastykować z różnymi kłopotami. Osobną sprawą była korupcja, bo dopiero po latach poczytałem sobie w jakich meczach brałem udział.

Skoro mecze Ruchu z Zagłębiem miały znaczenie dla zawodników, to jak radził sobie hanys po drugiej stronie barykady, już w szatni Sosnowca?
My jesteśmy "Ślonzoki", oni "gorole", ale wszystko z uśmiechem. Przez lata gry w Zagłębiu nie spotkałem osoby, która byłaby mi nieprzychylna. Od sprzątaczki, po prezesa sami fajni ludzie, więc przed piątkowym meczem choć jest mi oczywiście bliżej do Ruchu - tu się wychowałem i czuję się "niebieski" - czas w Sosnowcu też mile wspominam.

Nie czuł pan, przynajmniej początkowo, jakiejś nieufności ze strony trybun?
Wtedy w Sosnowcu praktycznie co rundę była ogromna rotacja. Zmieniało się po kilkunastu graczy, a kiedy ja trafiłem na Ludowy to był chyba rekord, bo "nowych" było siedemnaście osób! To było w połowie sezonu, mieliśmy pod wodzą trenera Leszka Ojrzyńskiego atakować górę. Skład był taki, że sporo chłopaków znałem z Ekstraklasy, czy jej zaplecza. Absolutnie nie czułem, że jestem w jakiś sposób na cenzurowanym. Było spokojnie, jak się człowiek pokazał z dobrej strony na boisku, to i u kibiców miał łatwiej.

Ale przez te kilka lat awansować na zaplecze Ekstraklasy się nie udało.
Dlatego nie dziwię się kibicom, że w pewnym momencie cały zespół odbierali nie najlepiej. Wymagania w Sosnowcu zawsze są olbrzymie, a na tamten czas chyba zbyt wygórowane. Byłem tam kilka lat, to klub z tradycjami i szczycę się tym, że tyle czasu dla niego grałem, nawet jako kapitan. Ale dopiero dziś jest tam chyba tak, jak być powinno. Są podstawy organizacyjne, odpowiednie zarządzanie. Kilka lat temu wszystko się chwiało, choć wiele rzeczy z szatni nie wychodziło. Realia były jednak takie, że czasem "nie było z czego". Ale osobiście nigdy nie spotkałem się z jakimś problemem ze strony kibiców, czy ich niezadowolenia z mojej gry. A jeśli nawet, to na pewno nie dlatego że jestem ze Ślaska.

W pewnym momencie było was tam tylu, że śmiało można było w szatni "godać".
Była nas taka pięcioosobowa ekipa ze Śląska, jeździliśmy na treningi razem. W pewnym okresie to się nawet śmialiśmy, że nauczymy kolegów z Sosnowca naszej gwary. Trochę tych lokalnych żartów i uszczypliwości w szatni było, taka typowa, piłkarska szydera. Człowiek się spóźnił, to słyszał że go pewnie za brak paszportu spod Ikei zawrócili. Kierownikowi Piotrowi Calińskiemu, z którym miałem fajny kontakt, po jakichś wygranych Ruchu po kryjomu montowałem "eRkę" na tapecie laptopa. Zawsze musiał być w tej kwestii czujny.

Dziś w Zagłębiu znowu rozczarowanie. Od zamieszania z udziałem Piotra Mandrysza i Sebastiana Dudka sportowo ta drużyna to spory zawód.
Trochę mimo wszystko zderzyli się z tą I ligą. Jako beniaminek weszli do niej z przytupem, namieszali w Pucharze Polski, zbierali bardzo dobre recenzje od komentatorów. Szybko zaczęło się im wydawać, że za rogiem czeka kolejny awans, a ta I liga jest naprawdę bardzo specyficzna. Wyrównana, nieobliczalna, faworyt zawsze ma kłopoty, a grupa charakternych ludzi bez większych nazwisk może walczyć nawet o najwyższe cele. Nie chcę oceniać ruchów transferowych w Sosnowcu, ale to już nie jest ta drużyna co jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Wtedy byli mocni nie tylko kadrowo, ale i zespołowo. Sebastian Dudek dostał trochę rykoszetem i chyba wtedy wszystko im się rozmyło.

Nie było tak, że osobą która w tamtej sytuacji ucierpiała najmocniej był trener Mandrysz, a nie Sebastian Dudek?
Pewnie jak było naprawdę to tak do końca nigdy się nie dowiemy. Fakty są takie, że nie ma w Zagłębiu ani jednego, ani drugiego. Kilku kolejnych osób zabrakło latem, gdy tworzono drużynę na nowy sezon. Apetyty były chyba większe, a wygląda to na taką ligową szarzyznę. Tylko jakaś seria zwycięstw może dać im oddech, zachęcić kibica do wsparcia, pozwolić uwierzyć że nie wszystko stracone. Chociaż tak całkiem szans na awans bym im jeszcze nie odbierał, bo wystarczy przypomnieć w jakim miejscu rok temu był Górnik, który później Ekstraklasę wywalczył. Wiadomo, że każda drużyna jest inna a tamten wyczyn trudno będzie powtórzyć, ale Górnik udowodni wtedy piękno piłki nożnej, a ja życzę Zagłębiu jak najlepiej.

Wspomnianą serię ma za sobą akurat Ruch Chorzów. Co takiego pana zdaniem zrobił Juan Ramon Rocha, że wyniki "Niebieskich" są aż tak dobre?
To prawda, Ruch jest na fali wznoszącej. Kiedy przypominam sobie ich wyniki z początku sezonu to... ja im współczułem. Przegrywali często w końcówkach, gubili punkty, nie szło kompletnie. Gdyby ktoś wtedy mi powiedział, że ta drużyna będzie w stanie wygrać 5 z 6 kolejnych meczów to złapałbym się za głowę i odesłał do lekarza. Co zmienił trener Rocha? Można odnieść wrażenie że... niewiele. Pokazał zarys pomysłu na drużynę, przywitał się z chłopakami, a potem... nowa miotła zadziałała. Kluczowe było pierwsze zwycięstwo pod jego wodzą, bo wcześniej bez względu na to jak grali to i tak schodzili z boiska bez punktów. Swoją drogą wielkie słowa uznania należy kierować w stronę trenera Krzysztofa Warzychy. Potrafił się odsunąć w cień, nie unosił się honorem. Jestem święcie przekonany, że w jego sytuacji 9 na 10 ludzi powiedziałoby "pas" i odeszło, tymczasem on zadzwonił po swojego znajomego któremu zdecydował się pomagać. Czapki z głów za ten czarodziejski pomysł, bo na dziś to jest majstersztyk że to się udało!

No i dziś Ruch też ma niewiele większą stratę do czołówki, niż rzeczony Górnik przed rokiem!
Właśnie, choć przed nimi jeszcze mnóstwo pracy, mnóstwo meczów. Nie ma w tej lidze chłopców do bicia. W każdym meczu wynik jest otwarty. Ja muszę się uderzyć w pierś, bo w rozmowach ze znajomymi nie byłem optymistą. Nie byłem nim przed sezonem, gdy widziałem jak włodarze klubu robią wszystko by zdobyć licencję, już jej uzyskanie uznawałem za nie do zrealizowania. Udało się w lidze wystartować, ale wtedy bałem się z kolei, że z garbem w postaci długu i ujemnych punktów Ruch nie da sobie rady organizacyjnie. A jeśli nawet sobie radę da, to będzie odstawać sportowo. Znowu dostałem więc obuchem, muszę tym zawodnikom zwrócić honor, bo wyniki jakie ostatnio osiągają to nie lada wyczyn!

http://www.sportslaski.pl/info/jarczyk- ... tpopa.html
Ostatnio edytowano 2017-11-04, 7:35 pm przez Blajpios, łącznie edytowano 1 raz
Blajpios
 
Posty: 2394
Dołączył(a): 2004-07-08, 9:54 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-11-04, 5:37 pm

Naprawdę fajne wypowiedzi Jarczyka. Widać klasę. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że póki co, był to ostatni naprawdę solidny obrońca na pozycji stopera.
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Tadeusz Wisniewski 2017-11-04, 6:30 pm

Przepraszam - proszę o wyjaśnienie kto to sa PAPRYKARZE ?
Dziękuję
Pozdrawiam Tadeusz
Tadeusz Wisniewski
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2004-08-31, 2:59 pm
Lokalizacja: Zalesie Dolne k/Warszawy

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-11-04, 6:33 pm

Tadeusz Wisniewski napisał(a):kto to sa PAPRYKARZE ?

Kierunek: Szczecin
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-11-10, 12:10 pm

Michał Fidziukiewicz: Zagłębie miało problem z tym, że poszedłem do Tychów

Spędziłem w Sosnowcu fajne dwa lata. Samo pożegnanie nie wyszło jednak tak, jak powinno - nie ukrywa 26-letni napastnik GKS-u Tychy przed niedzielnymi (12:45) derbami województwa z Zagłębiem.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Jakie nastawienie przed niedzielą?
MICHAŁ FIDZIUKIEWICZ: - Spędziłem w Zagłębiu fajne dwa lata. Zostało tam kilku kolegów, z którymi utrzymuję kontakt do tej pory. Czułem się tam dobrze, bywałem nawet kapitanem, niczego mi nie brakowało. To będzie dla mnie fajny mecz.

„Fajne dwa lata”… Nieudana końcówka nie rzutuje na ocenę?
- Samo pożegnanie nie wyszło tak, jak powinno. Zagłębie trochę nieładnie się zachowało. Nie chcę o tym za bardzo mówić… Przez ten czas jednak osiągaliśmy dobre wyniki, cały czas byliśmy blisko awansu. Nie udało się go jednak wywalczyć i to boli najbardziej, bo szansa była bardzo duża.

Zagłębie zachowało się nieładnie. To znaczy?
- Chodziło o sam końcowy moment, gdy już podpisałem kontrakt w Tychach. Generalnie, to miałem zostać w Sosnowcu. Brak awansu zdecydowało jednak, że tak się nie stało. Gdy dowiedziałem się, że mogę sobie szukać klubu, wylądowałem w Tychach i o to był największy problem. Że poszedłem do rywala, niedaleko, z regionu.

Naprawdę? A gdyby – dajmy na to – trafił pan do Wigier?
- To wydaje mi się, że wtedy żadnego problemu by nie było.

Jak przebiegały rozmowy o przedłużeniu umowy?
- Cały czas liczyłem, że się dogadamy. Stało się tak, że nie awansowaliśmy i większość drużyny musiała liczyć się z odejściem. Po ostatnim meczu domyślałem się, że działacze będą chcieli przeczyścić kadrę. Aż w końcu dostałem wiadomość od menedżera, że nie dogadamy się.

Nikt z klubu nie powiedział osobiście?
- Nie, wszystko przez menedżera. Rozmawiałem z Zagłębiem o przedłużeniu kontraktu bardzo długo; już na półtora miesiąca przed końcem sezonu. Cały czas było blisko. Byłem dogadywany na dwie opcje – pierwszoligową i ekstraklasową. Nie mam pretensji o to, że się nie porozumieliśmy, a o nieładne rozstanie. Przez dwa lata grałem dla tego klubu, dawałem z siebie wszystko, strzelałem gole. Można było pożegnać się inaczej. Ja chciałem rozegrać to tak, jak się powinno, podziękować, ale nie ode mnie to zależało. Wyszło jak wyszło.

Po zakończeniu sezonu, gdy kibice przyszli pod waszą szatnię, to głównie pan z nimi dyskutował. Gdy latem z GKS-em zawitał pan na Stadion Ludowy na sparing, też się pan nasłuchał.
- Ja się tego nie boję. Jeśli ktoś coś do mnie ma, to niech mi to powie w twarz. A że pojedynczo krzyczą na mnie z trybun? Niech sobie krzyczą. Podejrzewam, że jakby taki kibic stanął ze mną twarzą w twarz, to podobnych słów by nie powiedział. Wiadomo – zawsze będzie się gadać, że to ja się brzydko rozstałem, ale tak naprawdę już mnie to nie dotyczy.

Załóżmy, że jest pan kibicem Zagłębia. Po poprzednim sezonie miałby pan do zespołu duże pretensje?
- Nie wiem, czy duże. Na pewno każdy z nas, zawodników, miał do siebie żal. Byliśmy o krok od ekstraklasy, a nie poradziliśmy sobie z tym. Szkoda pojedynczych meczów. Takich, jak domowy ze Zniczem Pruszków. Skończyło się 0:3. Podejrzewam, że gdybyśmy zagrali z nimi 10 razy, to przegralibyśmy tylko ten raz. Do przerwy powinno być 4:0 – i dziękuję. Tak czy inaczej, na trzy kolejki przed końcem sezonu mieliśmy wszystko w swoich rękach. Nie wyszedł nam mecz w Głogowie. Dużo czynników złożyło się na to, że w samej końcówce przegraliśmy awans. Wiele punktów pogubiliśmy wcześniej. W głowie mam mecz z jesieni, gdy leczyłem kontuzję, z Chojniczanką. Kuba Szumski obronił karnego, po czym sędzia zarządził powtórkę… Przez pryzmat całego sezonu, można było mieć do nas żal, ale widocznie nie było to nam pisane. Oczywiste jest, że każdy z nas chciał.

Gdy teraz patrzy pan na Górnika Zabrze, jest w głowie myśl: „to mogliśmy być my…”?
- Zagłębie chyba nadal jest ostatnim zespołem, który wygrał w Zabrzu. Tak, myślę sobie, że można było być teraz w podobnym miejscu. Drużynę mieliśmy naprawdę fajną, grającą ofensywny futbol. Ale Górnik tą końcówką, sześcioma zwycięstwami z rzędu, pokazał, że zasługuje.

Wspomniał pan już o porażce w Głogowie. Czytał pan jej słynny „epilog”, czyli – jak opisywaliśmy w „Sporcie” - zarwaną przedmeczową noc przez Kamila Wiktorskiego i Łukasza Bogusławskiego?
- Słyszałem o tym. Dotyczyło to Łukasza, ale nie zagłębiałem się w to mocno. Nie wiem, co tam się działo. Trudno stwierdzić, co kto robił. Mieliśmy wtedy pojedyncze pokoje, byliśmy porozrzucani po całym hotelu. Graliśmy o 12.30. Na chłopski rozum, każdy powinien o rozsądnej porze pójść spać, by rano być gotowym do meczu. Podejrzewam, ze każdy tak zrobił. Ja odpowiadam za siebie. Nie mogę odpowiadać za kogoś, kto mieszkał w innym pokoju.

Bogusławski wyjaśniał to panu i Łukaszowi Matusiakowi? Wciąż gracie w jednym zespole, tyle że już jest to GKS.
- Nie zagłębialiśmy się w to aż tak mocno. Łukasz powinien być świadomy tego, o co graliśmy. To tylko i wyłącznie jego sprawa, co zrobił.

Nie do końca, skoro – jak sam pan powiedział – dogadywał się pan z Zagłębiem również na ekstraklasowy kontrakt. Była to więc też poniekąd i sprawa pana pieniędzy.
- Zgadza się. Jeśli jednak jesteśmy razem w drużynie, mamy przedostatnią kolejkę, w przypadku zwycięstwa i korzystnych wyników na innych boiskach jest nawet szansa świętowania awansu, to nie wydaje mi się, by takie rzeczy miały miejsce. Nie rozmawiałem ani z „Bogusiem”, ani z „Wiktorem”. Nie czułem potrzeby, by o tym gadać.

Postawmy tu kropkę. Duże rozczarowanie tym, jak do tej pory układa się w Tychach jesień? Mieliście walczyć o awans, jest miejsce bliskie strefy spadkowej.
- Na pewno. Przegraliśmy sporo meczów wyjazdowych, jednym golem, których przegrać wcale nie musieliśmy, bo nie byliśmy gorsi od przeciwników. Mogliśmy poprzywozić kilka punktów więcej. Ta liga jest jednak specyficzna. Podejrzewam, że do samego końca będzie jeszcze bardziej wyrównana niż rok temu. Od trzeciego do praktycznie ostatniego miejsca różnice punktowe nie są wielkie. Tu każdy z każdym może wygrać. Rozczarowanie jest, bo drużynę mamy fajną, z dobrymi zawodnikami. Myślę, że po zmianie, nowy trener jeszcze potrzebuje czasu, by nas lepiej poznać. Po dobrze przepracowanym okresie zimowym będziemy groźną drużyną.

Wierzy pan jeszcze w możliwość włączenia się do walki o najwyższe cele?
- Przykład Górnika z poprzedniego sezonu, na którego w pewnym momencie już nikt nie liczył, pokazuje, że da się wszystko. Mamy dopiero połowę sezonu. Tak naprawdę, trzeba złapać dobrą serię. Raków w pierwszych meczach dołował, a teraz jest w „czubie”. Gdy wygrasz 3-4 mecze, to od razu nawiązujesz walkę z górą. Nie mam wątpliwości, że tabela będzie się jeszcze nieraz wywracała do góry nogami. Na samym końcu rozgrywek Tychy będą w dobrym miejscu.

Tydzień temu w Opolu mieliście pójść za ciosem po derbowej wygranej z GKS-em Katowice, a była porażka 0:1. W słabym stylu.
- Nie było to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Straciliśmy bramkę po stałym fragmencie. Odra właśnie tak gra… Piąty raz u siebie zwyciężyła 1:0. Gdy zdobędzie bramkę, to potem już trudno się do niej dobrać, bo dobre broni. Próbowaliśmy coś zrobić „długą” piłką, ale waliliśmy głową w mur. Rywale tylko nas kontrowali. W końcówce mogło się to skończyć wyżej. Na własnym stadionie gramy dużo lepiej niż na wyjazdach. To w pewnym stopniu problem, bo jako goście też powinniśmy próbować grać to, co chcemy u siebie, a jakoś nam to nie wychodzi. Inna rzecz, że w Opolu wpływ na porażkę miał też brak czterech podstawowych zawodników. Szkoda, bo w każdym meczu trzeba szukać punktów. Na wyjazdach – nie przegrywać, w Tychach – wygrywać. Tylko takim rytmem będziemy jeszcze mogli coś w tej lidze zrobić.

W szatni często pada hasło „stały fragment”? Ostatnio tracicie gole tylko z rożnych czy wolnych. To jak samospełniająca się przepowiednia.
- Każdy z nas ma przypisane, gdzie powinien stać przy stałym fragmencie i co robić. Na razie jest tak, że w meczach pod wodza nowego trenera tracimy bramki tylko po „stałych”. Wydaje mi się, że to kwestia czasu. Wkrótce to się skończy.

Oglądał pan zwycięski mecz Zagłębia z Ruchem Chorzów?
- Niecały, drugą połowę. Zagłębie jest w dobrej dyspozycji. Też ma jednak problem z grą na wyjazdach. Nie wygrało jeszcze ani razu. Wiadomo jednak, co przed nami. Mecz derbowy, przyjadą kibice z Sosnowca, więc czeka nas fajny mecz. Oczywiście, trener przedstawi analizę rywala, ale musimy skupić się na sobie. Zespół Zagłębia dobrze znam. Podejrzewam, że za dużo się tam nie zmieniło. Mają cały czas tę samą filozofię. Wszystko zależy od nas. Gramy u siebie i musimy pokazać, kto jest lepszy.

Słowo o panu… Nie będzie chyba nazbyt kontrowersyjna teza, że to pana najsłabsza runda odkąd w 2015 roku wrócił pan do Polski z Belgii?
- Zgadzam się. Rozegrałem w tej rundzie niewiele, może z 500 minut. To na pewno nie jest pozytywne. Cóż… Kamil Zapolnik gra regularnie, ja w większości meczów byłem jego zmiennikiem. Zobaczymy, jak to będzie dalej wyglądało. Muszę cały czas walczyć o to, by wskoczyć do jedenastki, zdobyć jakąś bramkę. Może wtedy pójdzie to do przodu tak, jak powinno.

Czuje pan po sobie, że forma jest gorsza niż za czasów Zagłębia?
- Na pewno nie o wiele. Będąc w Sosnowcu, generalnie nie byłem zawodnikiem, który często wchodził na boisko z ławki. Zdarzało się, jasne, ale większość meczów grałem od pierwszej minuty. A w Tychach, za trenera Szatałowa, nawet gdy byłem w wyjściowym składzie, to w drugiej połowie szybko byłem zawijany do boksu. Z Podbeskidziem strzeliłem gola, 50 minuta – i zmiana. Mimo że fajnie mi się grało, dobrze wyglądałem… Ciężko tak funkcjonować.

Nie da się rozkręcić?
- Nie ma szans. Czujesz się dobrze, a musisz zejść. To decyzja trenera, ja ją szanuję, ale wiadomo, że dla zawodnika nie jest to fajne. Teraz, w Opolu, zagrałem drugą połowę, 45 minut. Wcześniej były tylko jakieś ogony. No, nic. Jesień zbliża się do końca. Trzeba ją dograć, zdobyć jak najwięcej punktów, a co dalej – zobaczymy. Trzeba walczyć o swoje.

Tak pan mówi, jakby nie był pan pewien pozostania w Tychach na wiosnę.
- Nie no, ja mam tu jeszcze półtora roku kontraktu! A więc spokojnie. To, że nie gram teraz, nie oznacza, że będę panikował. I mówił, że chcę odejść, bo boję się rywalizacji. Ona jest normalną rzeczą.

Ale takiego „swojaka”, jak w meczu z Ruchem Chorzów, to już pan chyba nie strzeli?
- Nawet nie wiem, jak to wtedy wpadło. Rzut rożny, piłka przeszła, ja tylko stałem i dostałem nią chyba w bark. Gdyby to było pod bramką przeciwnika, to pewnie tak by się odbiła, że poleciałaby w stronę środka boiska. A na swoją – oczywiście wpadła… To był mój pierwszy samobój w życiu. Dostałem też pierwszą w życiu czerwoną kartkę, w pucharowym meczu z Cracovią. Dziwna ta runda. Miejmy nadzieję, że te negatywne rzeczy odejdą na bok i w rundzie wiosennej zamienią się w same pozytywy.
http://katowickisport.pl/pilka-nozna/ka ... 12476.html
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez August 2017-11-10, 12:22 pm

Mała errata do wypowiedzi Fidziukiewicza o rzekomym mało eleganckim zachowaniu Zagłębiu. A minaowicie przypominam jeszcze raz zamieszczony tu fragment wywiadu z trenerem Rakowa Markiem Papszunem z lipca br.:
(...)
Podobno byliście już dogadani z Fidziukiewiczem?
Tak. Wystawił nas. Ale nie chodziłem z tego powodu do mediów i się nie żaliłem. Wystawił? Trudno. Jego sprawa.

O co poszło? O kasę?
Oczywiście. Był już z nami dogadany, dostał tyle, ile sobie zażyczył, ale ostatecznie zachował się nieelegancko. Próbował jeszcze ratować twarz, tłumacząc, że w Tychach dostał dłuższy kontrakt, na czym mu zależało, ale powtarzam – zgodził się na to, co mu zaproponowaliśmy. Miał przyjechać na badania i podpisać umowę, ale nas wystawił. Ale nawet pięciu minut po nim nie płakałem. Stwierdziłem, że skoro teraz tak się zachował, to jeśli przyjdzie moment kryzysowy, to za ten zespół na pewno – jak to się mówi – życia by nie oddał.
(...)
http://futbolfejs.pl/i-liga/marek-papsz ... ylo-warto/
August
 
Posty: 8999
Dołączył(a): 2005-04-19, 4:48 pm

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez novack 2017-11-10, 5:42 pm

Za awans mieli premię MILION PLN, a on opowiada,źe nie rozmawiał o tym z Bogusławskim, bo to nie jego sprawa. Głupi żart!!!!
Jest taki skarb na dnie duszy polskiej zakopany, jak wierność sprawie z pozoru przegranej...
novack
 
Posty: 1973
Dołączył(a): 2006-08-06, 6:55 pm
Lokalizacja: Śródmieście

Re: Wieści dotyczące naszych bylych pilkarzy i trenerów

Postprzez Tomcjo 2017-11-14, 7:18 pm

Konrad Michalak strzelił gola Danii w kadrze U-21
Tomcjo
 
Posty: 2524
Dołączył(a): 2005-07-30, 6:49 pm
Lokalizacja: AYR Scotland

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Piłka nożna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników